piątek, października 25

Rozdział 7


No dobra to rozdział jest... Wiem! Krótki ;-; Reszta wyjaśnień na dole... ^ ^ 


*~*~*~*~*

Zanim wszyscy się zebrali minęło dobre 30 minut. Nauczyciele jak zwykle zaczęli się wydzierać, że mamy podchodzić do autokarów żeby wsiadać. Cóż od początku wiedziałem że nie dopcham się na początek „kolejki”, tak więc siadłem sobie na walizce i czekałem aż wszyscy się zapakują, co poszło o dziwo nawet sprawnie. Kiedy na zewnątrz zostało 4, 5 osób plus nauczyciele i parę opiekunów, podniosłem się z ziemi i zacząłem iść w stronę autokaru. Po tym jak wszedł do środka lud z zewnątrz i ja zacząłem wchodzić po schodkach do środka. W poszukiwaniu ostatniego wolnego miejsca chodziłem w te i nazad ale... Nie było go! Wszystkie miejsca były już pozajmowane.  Nauczyciele też mieli już zajęte swoje miejsca. A ja? A ja stałem na środku autokaru jak to ciele i nie wiedziałem co mam ze sobą w takim razie zrobić. Wtedy do środka wszedł Shin. Z przodu były dwa miejsca wolne, oczywiście zarezerwowane dla nauczycieli. Shin podszedł do wolnych miejsc, lecz zanim usiadł rozglądnął się jeszcze po autokarze.Kiedy zobaczył że jeszcze stoję na jego twarzy pojawiło się ogromne zdziwienie. Po chwili jednak opanował się i z uśmieszkiem podszedł do mnie.
-Jak widzę nie masz gdzie usiąść, co?                                                                 
-No, tak jakby nie mam.
-To w takim razie siadasz ze mną. Obok mam wolne miejsce, więc akurat możesz.-To powiedziawszy odwrócił się i podążył w stronę owych miejsc, a ja za nim. Bo co miałem innego do wyboru? Właściwie jedyną inną opcją było nie jechać. No ale bez przesady...
-Chcesz przy oknie?- zapytał odwróciwszy się z powrotem do mnie.
-Mhmm...- „odpowiedziałem”. Przepuścił mnie i usiadłem na tym durnym miejscu przy oknie. Jedyny plus jest taki że zamiast wysłuchiwać durnych rozmów kolegów i koleżanek mogę spokojnie siedzieć i patrzeć na zmieniający się krajobraz za oknem. To zajęcie okazało się tak ciekawe, że aż usnąłem. Obudził mnie Shin kiedy już dojechaliśmy na miejsce.
Ośrodek, co tu dużo mówić, wyglądał cudnie. Jak jakaś rezydencja dla wiedźmy czy czegoś podobnego. Eh... Skądś się musiała wziąć nazwa „Czar Dworek”*. Wszyscy powysiadali z autokarów, pozabierali swoje walizki i zaczęli kierować się do ośrodka. Ja porozglądałem się po okolic. Za budynkiem znajdowało się coś na kształt boiska i las. Po lewej była zagroda w której stało 5, 6 koni. Przed budynkiem stał pomnik i parę drzewek dookoła. W większe szczegóły zagłębiać się nie muszę. 
Kiedy już weszliśmy wszyscy do środka pani Juna – nauczycielka chemii, rozdała nam klucze do pokoi. Sizuo zwinął nasz kluczyk i zniknął. Zostawiliśmy z chłopakami rzeczy w holu na dole i zaczęliśmy biegać góra, dół, góra, dół zaglądając do wszystkich możliwych pokoi. Nikari, który jest dość słaby w bieganiu i omijaniu przeszkód wywalił się na schodach przynajmniej 8 razy, później już nie liczyłem. Shiki w pewnym momencie zaczął się wydzierać na całe gardło coś a’la „Gdzie jesteś wredny kleszczu!” przez co patrzyli na nas jak na łagodnie mówiąc debili. Po godzinie gonitwy znaleźliśmy „ukryty” pokój, który okazał się naszym lokum. Ukrytym dla tego, że znajdował się na 4 piętrze na samum końcu korytarza,  żeby było śmieszniej wejście do niego było zaraz za zakrętem do toalety. Jak już znaleźliśmy naszą zgubę- Sizuo i zobaczyliśmy jego walizkę oświeciło nas że przecież nasze rzeczy są nadal w holu i prawdopodobnie coś mogło przypadkiem wyparować ze środka... Szybkim tempem zeszliśmy po nie, ale wnoszenie ich na górę nie szło już tak gładko. Czemu nie mogli dodać tu jeszcze windy?! 
-Może byś tak nam pomógł a nie stał i się gapił?!- „Grzecznie” zapytałem o pomoc Sizuo. Ten tylko popatrzył na nas niemal ze łzami rozbawienia w oczach odwrócił się napięcie i pędem ruszył do pokoju. Tego było za wiele jak na mnie. Jakimś cudem podniosłem walizkę na tyle wysoko żeby móc się z nią szybko poruszać i zacząłem iść „szybkim krokiem” po tych durny schodkach których było od cholery w tym ośrodku. Kiedy już się uporałem ze schodami prawie biegłem do pokoju i po pozostawieniu rzeczy przy, jak mniemam od teraz moim łóżku, zacząłem gonić z furią w oczach śmiejącego się w niebogłosy Sizuo. Shiki i Nikari zrobili dokładnie to samo gdy tylko zostawili i swoje walizki. Jestem w 80% pewien, że od dzisiejszego dnia nie będą już na nas patrzeć przychylnie ani w tym miejscu, ani w szkole. Ale co tam! Przecież raz się żyje! Po jakiejś godzinie gonitwy złapaliśmy go przy wyjściu na taras niedaleko małego sklepiku w budynku. Ja i Shiki nieśliśmy go na rekach do pokoju tak żeby nam nie zwiał, a Nikari szedł dumnie przed nami, wszyscy trzej czuliśmy się jak po dobrym polowaniu, tylko że nasza zdobycz nadal się śmiała.
-To co teraz z nim zrobimy?- zapytał Shiki zacierając ręce. Popatrzyliśmy na siebie, później na Sizuo i odeszliśmy na chwile na bok. 
-Widzieliście ten pomnik przed budynkiem prawda?-zacząłem szeptem, żeby Sizuo mnie nie usłyszał.
-Pewnie, że widzieliśmy. Kto by tego nie zauważył?- odpowiedział pół żartem Shiki.-Ale rozwiń swą myśl bo nie do końca wiem o co ci chodzi i coś myślę że Nikari też nie kuma.-dalej ciągnął swoją wypowiedź.
-Chodzi mi o to, że możemy go tam za kare przywiązać na jakiś czas.-wyjaśniłem mój dość prosty pomysł na kare dla Sizuo.- Zostawilibyśmy go w samej koszulce i spodniach. Postałby sobie troszkę i bylibyśmy kwita. Co wy na to?
-Jestem za-odpowiedział Nikari przyczepiając się do mojej ręki jak rzep. Swoją drogą dziwny człowiek. Nigdy nie widziałem żeby z kimś rozmawiał w szkole, czy też robił z kimś cokolwiek innego niż siedzenie z kimś w jednej ławce. Właściwie można powiedzieć „I kto to mówi?” bo przecież sam lepszy nie jestem. Ale przynajmniej paru kolegów to mam. Może przynajmniej po tym wyjeździe zacznie z kimś rozmawiać. No cóż, pożyjemy zobaczymy.
-Ja też.- Shiki odwrócił się w stronę Sizuo, gdyż jako jedyny stał przez całą „naradę” tyłem do skazańca.- Po wnikliwej analizie faktów. O późnej godzinie popołudniowej. Rada starszych ustaliła sobie, to co chciała.** A mianowicie skazany Sizuo zostanie potraktowany w sposób surowy, gdyż czyn którego się dopuścił jest niewybaczalny. Zostanie Pan przykuty do pomnika przed budynkiem i spędzi Pan tam pewien okres czasu, który rada może w dowolnej chwili wydłużyć lub skrócić w zależności od zachowania skazanego. Czy zgłasza Pan jakiś sprzeciw? –Podczas całej jakże cudnej przemowy Shikiego, oczy Sizuo robiły się coraz większe z każdym słowem. Wyglądało to prze komicznie, a przy ostatnim zdaniu widziałem dokładnie jak nerwowo drgnął, tak jakby zaraz miał zacząć uciekać. Znowu. Na szczęście nic takiego się nie stało i Sizuo stał grzecznie tam gdzie stał. 
-A czy można prosić o złagodzenie kary?-zapytał z nutką nadziei w głosie.- Chłopaki, przecież to były tylko żarty.-spojrzał na nas tak proszącym wzrokiem że gdybym był sam to pewnie bym mu uległ. Na całe szczęście Shiki nie jest taki miękki jak ja.
-Czy skazany myśli że poszukiwania go były przyjemnością? Że pogoń za nim była przyjemnością? I na koniec, czy myśli że pozostawienie rzeczy rady w holu z ryzykiem że połowa zawartości walizek może nagle zniknąć było przyjemnością i nie ma o czym rozmawiać, gdyż było to żartem?
-Mniej więcej tak.-powiedział nasz skazaniec odwracając wzrok.
-W takim razie skazany myli się. A wyrok zostanie wykonany w trybie now. Koniec sprawy. Po ukończeniu wyroku możemy przyjąć że nic się nie stało. A teraz Ren! Nikari! Zabieramy Sizuo przed budynek!- kiedy już wyrok został wydany zabraliśmy się za wykonanie rozkazów. I kiedy ja oraz Nika trzymając Sizuo schodziliśmy po schodach, zauważyłem że Shiki zgarnął skądś sznur i mamy czym przywiązać żartownisia do pomnika.
-Chłopaki wy tak na serio? Nieee. Przecież mi tego nie zrobicie prawda?-powiedział płaczliwym głosem, ale my już na to nie zwracaliśmy uwagi. 
Po przywiązaniu Sizuo do pomnika i zobaczenia jak lekko się trzęsie, gdyż na jego nieszczęście nadszedł już wczesny wieczór i zaczął wiać chłodniejszy wiat. Usatysfakcjonowani odeszliśmy od niego i skierowaliśmy się z powrotem do ośrodka tym razem z kluczem do pokoju. Nikari po drodze do naszego lokum zaczoł nawijać o tym że pierwszy raz miał okazje uczestniczyć w czymś takim i chyba nigdy tego nie zapomni. Potem Shiki zaczął opowiadać jak to parę lat temu podczas zwyczajnego powrotu ze szkoły ja, on i Sizuo zaczęliśmy bitwę. Jedyna dozwolona broń, miecz. Miecz czyli jakikolwiek znaleziony po drodze kij. To dopiero była bitwa. Straty militarne były ogromne! A mianowicie Shikiego musieliśmy na koniec ciągnąc do domu bo sam już nie miał siły iść... A wszyscy trzej byliśmy tak ubrudzeni że cała podłoga mojego domu była w ziemi. To były czasy...
-Chłopcy czemu Sizuo jest przywiązany do pomnika?
Wszystko co piękne musi się spierdolić... Tym razem też nie zdążyliśmy się porządnie nacieszyć tą chwilą podczas kary Sizuo. A przerwał nam nie kto inny jak opiekun specjalnie do tej wycieczki. Shin Komori mój autokarowy zbawiciel...
~*~*~*~
*Czar Dworek to jest prawdziwe miejsce które troszkę przekształciłam... Ale polecam wybranie się tam ^^ Przytulne miejsce. Jak ktoś ciekawski to niech sobie znajdzie :P Ah, ta potęga internetu...

**Fragment z kabaretu (0.o) "Smoleń na koloni" lub jak kto woli "6 dni z życia kolonisty" Tam troszkę się nie zgadza z oryginałem, ale co tam :D

Przepraszam z tą "długość" rozdziału ;-; Zajęłam się bardziej robotą nad strojem na halloween niż pisaniem i takie są tego skutki... TT-TT gomen!
*#*#*
-Jika-san

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz