piątek, października 25

Rozdział 7


No dobra to rozdział jest... Wiem! Krótki ;-; Reszta wyjaśnień na dole... ^ ^ 


*~*~*~*~*

Zanim wszyscy się zebrali minęło dobre 30 minut. Nauczyciele jak zwykle zaczęli się wydzierać, że mamy podchodzić do autokarów żeby wsiadać. Cóż od początku wiedziałem że nie dopcham się na początek „kolejki”, tak więc siadłem sobie na walizce i czekałem aż wszyscy się zapakują, co poszło o dziwo nawet sprawnie. Kiedy na zewnątrz zostało 4, 5 osób plus nauczyciele i parę opiekunów, podniosłem się z ziemi i zacząłem iść w stronę autokaru. Po tym jak wszedł do środka lud z zewnątrz i ja zacząłem wchodzić po schodkach do środka. W poszukiwaniu ostatniego wolnego miejsca chodziłem w te i nazad ale... Nie było go! Wszystkie miejsca były już pozajmowane.  Nauczyciele też mieli już zajęte swoje miejsca. A ja? A ja stałem na środku autokaru jak to ciele i nie wiedziałem co mam ze sobą w takim razie zrobić. Wtedy do środka wszedł Shin. Z przodu były dwa miejsca wolne, oczywiście zarezerwowane dla nauczycieli. Shin podszedł do wolnych miejsc, lecz zanim usiadł rozglądnął się jeszcze po autokarze.Kiedy zobaczył że jeszcze stoję na jego twarzy pojawiło się ogromne zdziwienie. Po chwili jednak opanował się i z uśmieszkiem podszedł do mnie.
-Jak widzę nie masz gdzie usiąść, co?                                                                 
-No, tak jakby nie mam.
-To w takim razie siadasz ze mną. Obok mam wolne miejsce, więc akurat możesz.-To powiedziawszy odwrócił się i podążył w stronę owych miejsc, a ja za nim. Bo co miałem innego do wyboru? Właściwie jedyną inną opcją było nie jechać. No ale bez przesady...
-Chcesz przy oknie?- zapytał odwróciwszy się z powrotem do mnie.
-Mhmm...- „odpowiedziałem”. Przepuścił mnie i usiadłem na tym durnym miejscu przy oknie. Jedyny plus jest taki że zamiast wysłuchiwać durnych rozmów kolegów i koleżanek mogę spokojnie siedzieć i patrzeć na zmieniający się krajobraz za oknem. To zajęcie okazało się tak ciekawe, że aż usnąłem. Obudził mnie Shin kiedy już dojechaliśmy na miejsce.
Ośrodek, co tu dużo mówić, wyglądał cudnie. Jak jakaś rezydencja dla wiedźmy czy czegoś podobnego. Eh... Skądś się musiała wziąć nazwa „Czar Dworek”*. Wszyscy powysiadali z autokarów, pozabierali swoje walizki i zaczęli kierować się do ośrodka. Ja porozglądałem się po okolic. Za budynkiem znajdowało się coś na kształt boiska i las. Po lewej była zagroda w której stało 5, 6 koni. Przed budynkiem stał pomnik i parę drzewek dookoła. W większe szczegóły zagłębiać się nie muszę. 
Kiedy już weszliśmy wszyscy do środka pani Juna – nauczycielka chemii, rozdała nam klucze do pokoi. Sizuo zwinął nasz kluczyk i zniknął. Zostawiliśmy z chłopakami rzeczy w holu na dole i zaczęliśmy biegać góra, dół, góra, dół zaglądając do wszystkich możliwych pokoi. Nikari, który jest dość słaby w bieganiu i omijaniu przeszkód wywalił się na schodach przynajmniej 8 razy, później już nie liczyłem. Shiki w pewnym momencie zaczął się wydzierać na całe gardło coś a’la „Gdzie jesteś wredny kleszczu!” przez co patrzyli na nas jak na łagodnie mówiąc debili. Po godzinie gonitwy znaleźliśmy „ukryty” pokój, który okazał się naszym lokum. Ukrytym dla tego, że znajdował się na 4 piętrze na samum końcu korytarza,  żeby było śmieszniej wejście do niego było zaraz za zakrętem do toalety. Jak już znaleźliśmy naszą zgubę- Sizuo i zobaczyliśmy jego walizkę oświeciło nas że przecież nasze rzeczy są nadal w holu i prawdopodobnie coś mogło przypadkiem wyparować ze środka... Szybkim tempem zeszliśmy po nie, ale wnoszenie ich na górę nie szło już tak gładko. Czemu nie mogli dodać tu jeszcze windy?! 
-Może byś tak nam pomógł a nie stał i się gapił?!- „Grzecznie” zapytałem o pomoc Sizuo. Ten tylko popatrzył na nas niemal ze łzami rozbawienia w oczach odwrócił się napięcie i pędem ruszył do pokoju. Tego było za wiele jak na mnie. Jakimś cudem podniosłem walizkę na tyle wysoko żeby móc się z nią szybko poruszać i zacząłem iść „szybkim krokiem” po tych durny schodkach których było od cholery w tym ośrodku. Kiedy już się uporałem ze schodami prawie biegłem do pokoju i po pozostawieniu rzeczy przy, jak mniemam od teraz moim łóżku, zacząłem gonić z furią w oczach śmiejącego się w niebogłosy Sizuo. Shiki i Nikari zrobili dokładnie to samo gdy tylko zostawili i swoje walizki. Jestem w 80% pewien, że od dzisiejszego dnia nie będą już na nas patrzeć przychylnie ani w tym miejscu, ani w szkole. Ale co tam! Przecież raz się żyje! Po jakiejś godzinie gonitwy złapaliśmy go przy wyjściu na taras niedaleko małego sklepiku w budynku. Ja i Shiki nieśliśmy go na rekach do pokoju tak żeby nam nie zwiał, a Nikari szedł dumnie przed nami, wszyscy trzej czuliśmy się jak po dobrym polowaniu, tylko że nasza zdobycz nadal się śmiała.
-To co teraz z nim zrobimy?- zapytał Shiki zacierając ręce. Popatrzyliśmy na siebie, później na Sizuo i odeszliśmy na chwile na bok. 
-Widzieliście ten pomnik przed budynkiem prawda?-zacząłem szeptem, żeby Sizuo mnie nie usłyszał.
-Pewnie, że widzieliśmy. Kto by tego nie zauważył?- odpowiedział pół żartem Shiki.-Ale rozwiń swą myśl bo nie do końca wiem o co ci chodzi i coś myślę że Nikari też nie kuma.-dalej ciągnął swoją wypowiedź.
-Chodzi mi o to, że możemy go tam za kare przywiązać na jakiś czas.-wyjaśniłem mój dość prosty pomysł na kare dla Sizuo.- Zostawilibyśmy go w samej koszulce i spodniach. Postałby sobie troszkę i bylibyśmy kwita. Co wy na to?
-Jestem za-odpowiedział Nikari przyczepiając się do mojej ręki jak rzep. Swoją drogą dziwny człowiek. Nigdy nie widziałem żeby z kimś rozmawiał w szkole, czy też robił z kimś cokolwiek innego niż siedzenie z kimś w jednej ławce. Właściwie można powiedzieć „I kto to mówi?” bo przecież sam lepszy nie jestem. Ale przynajmniej paru kolegów to mam. Może przynajmniej po tym wyjeździe zacznie z kimś rozmawiać. No cóż, pożyjemy zobaczymy.
-Ja też.- Shiki odwrócił się w stronę Sizuo, gdyż jako jedyny stał przez całą „naradę” tyłem do skazańca.- Po wnikliwej analizie faktów. O późnej godzinie popołudniowej. Rada starszych ustaliła sobie, to co chciała.** A mianowicie skazany Sizuo zostanie potraktowany w sposób surowy, gdyż czyn którego się dopuścił jest niewybaczalny. Zostanie Pan przykuty do pomnika przed budynkiem i spędzi Pan tam pewien okres czasu, który rada może w dowolnej chwili wydłużyć lub skrócić w zależności od zachowania skazanego. Czy zgłasza Pan jakiś sprzeciw? –Podczas całej jakże cudnej przemowy Shikiego, oczy Sizuo robiły się coraz większe z każdym słowem. Wyglądało to prze komicznie, a przy ostatnim zdaniu widziałem dokładnie jak nerwowo drgnął, tak jakby zaraz miał zacząć uciekać. Znowu. Na szczęście nic takiego się nie stało i Sizuo stał grzecznie tam gdzie stał. 
-A czy można prosić o złagodzenie kary?-zapytał z nutką nadziei w głosie.- Chłopaki, przecież to były tylko żarty.-spojrzał na nas tak proszącym wzrokiem że gdybym był sam to pewnie bym mu uległ. Na całe szczęście Shiki nie jest taki miękki jak ja.
-Czy skazany myśli że poszukiwania go były przyjemnością? Że pogoń za nim była przyjemnością? I na koniec, czy myśli że pozostawienie rzeczy rady w holu z ryzykiem że połowa zawartości walizek może nagle zniknąć było przyjemnością i nie ma o czym rozmawiać, gdyż było to żartem?
-Mniej więcej tak.-powiedział nasz skazaniec odwracając wzrok.
-W takim razie skazany myli się. A wyrok zostanie wykonany w trybie now. Koniec sprawy. Po ukończeniu wyroku możemy przyjąć że nic się nie stało. A teraz Ren! Nikari! Zabieramy Sizuo przed budynek!- kiedy już wyrok został wydany zabraliśmy się za wykonanie rozkazów. I kiedy ja oraz Nika trzymając Sizuo schodziliśmy po schodach, zauważyłem że Shiki zgarnął skądś sznur i mamy czym przywiązać żartownisia do pomnika.
-Chłopaki wy tak na serio? Nieee. Przecież mi tego nie zrobicie prawda?-powiedział płaczliwym głosem, ale my już na to nie zwracaliśmy uwagi. 
Po przywiązaniu Sizuo do pomnika i zobaczenia jak lekko się trzęsie, gdyż na jego nieszczęście nadszedł już wczesny wieczór i zaczął wiać chłodniejszy wiat. Usatysfakcjonowani odeszliśmy od niego i skierowaliśmy się z powrotem do ośrodka tym razem z kluczem do pokoju. Nikari po drodze do naszego lokum zaczoł nawijać o tym że pierwszy raz miał okazje uczestniczyć w czymś takim i chyba nigdy tego nie zapomni. Potem Shiki zaczął opowiadać jak to parę lat temu podczas zwyczajnego powrotu ze szkoły ja, on i Sizuo zaczęliśmy bitwę. Jedyna dozwolona broń, miecz. Miecz czyli jakikolwiek znaleziony po drodze kij. To dopiero była bitwa. Straty militarne były ogromne! A mianowicie Shikiego musieliśmy na koniec ciągnąc do domu bo sam już nie miał siły iść... A wszyscy trzej byliśmy tak ubrudzeni że cała podłoga mojego domu była w ziemi. To były czasy...
-Chłopcy czemu Sizuo jest przywiązany do pomnika?
Wszystko co piękne musi się spierdolić... Tym razem też nie zdążyliśmy się porządnie nacieszyć tą chwilą podczas kary Sizuo. A przerwał nam nie kto inny jak opiekun specjalnie do tej wycieczki. Shin Komori mój autokarowy zbawiciel...
~*~*~*~
*Czar Dworek to jest prawdziwe miejsce które troszkę przekształciłam... Ale polecam wybranie się tam ^^ Przytulne miejsce. Jak ktoś ciekawski to niech sobie znajdzie :P Ah, ta potęga internetu...

**Fragment z kabaretu (0.o) "Smoleń na koloni" lub jak kto woli "6 dni z życia kolonisty" Tam troszkę się nie zgadza z oryginałem, ale co tam :D

Przepraszam z tą "długość" rozdziału ;-; Zajęłam się bardziej robotą nad strojem na halloween niż pisaniem i takie są tego skutki... TT-TT gomen!
*#*#*
-Jika-san

poniedziałek, września 16

Uwaga!

Na wstępie chcę wszystkich przeprosić za to, że nie ma rozdziału i na dodatek żadne z nas o tym nie wspomniało. Teraz szybko się wytłumaczę i wybaczycie co nie? Proszę
Zacznę od tego że pisze to praktycznie sam, ponieważ konto Jiki zostało chwilowo zawieszone =.= Dla czego? To mało istotne. Ale do rzeczy. Na chwilę obecną tylko ja no i Kureja możemy coś publikować... Tak wyszło.
Rozdział jest prawie skończony, więc za niedługo powinien się ukazać ^ ^ Ale! Tu pojawia się zmiana. Rozdziały nie będą już dodawane kilka razy w miesiącu bo można oszaleć, a rozdziały stawałyby się coraz bardziej denne, nie wspominając już o ich długości =.= A przecież nikt nie chce czytać takich krótkich rozdziałów... Jeżeli się uda pojawią się też informacje o innych postaciach :3 Chwilowo nic nie mogę zagwarantować na 100% ale duża szansa jest ^ ^
Dziękuję za komentarze :3 Świadomość, że ktokolwiek to czyta jest bardzo pomocna ^ ^


Mam nadzieje, że nam wybaczycie i jakoś to będzie :)
-Neyasu-san

poniedziałek, sierpnia 12

Dobre wieści

Witajcie,
jestem znajomym Jiki i zamierzam, najszybciej jak tylko mogę poprawiać literówki, błędy ortograficzne i interpunkcyjne robione przez Jikę (miejmy nadzieję, że żadnego nie przeoczę :3 ), oraz motywować ją do jak najszybszego pisania dalej :)
Zachęcam was gorąco do czytania dalszych rozdziałów, które, miejmy nadzieję, ukażą się jak najszybciej.

środa, lipca 17

Rozdział 6

*-Neyasu

*-Jika


Bardzo przepraszamy za spóźnienie się rozdziału ;-;
Miałam małe problemy z weną i tego ten...
No ale już się pojawił, więc zapraszam do czytania ^-^
Enjoy!

********


-Mhmm... Pożegnaj się z łazienką na jakieś pół godziny!- zanim skończyłem mówić już byłem na górze i zamykałem za sobą drzwi łazienki. Puściłem wodę do wanny i wlałem płyn do kąpieli o zapachu truskawek. Szybko się rozebrałem i wskoczyłem do wanny zanurzając się w pianie. Siedziałem w niej przez 15 minut potem umyłem włosy i zacząłem wypuszczać wodę. Kiedy już się osuszyłem, ubrałem bokserki (nie lubię wkładać góry od piżamy) i wyszedłem z łazienki. Oczywiście po obejrzeniu takiego a nie innego filmu każdy ciemniejszy kąt w domu wydawał mi się podejrzany, więc w bardzo szybkim tempie doszedłem do swojego pokoju i zaraz po przekroczeniu progu mojego azylu zapaliłem światło. Było już dość późno, więc skierowałem się prosto do łóżka. Na moje nieszczęście nie mogłem równocześnie zgasić światła i siedzieć pod kołdrą. Więc...
-Usaaaaagiiii!! Chodź tu na chwileeee!- ...zawołałem brata. Usłyszałem jak wyrył o ziemię, a po paru minutach był już u mnie w pokoju z miną pod tytułem : „Czego_Mały_Gnoju_Znowu_Chcesz!”.-Możesz zgasić światło?- zapytałem z uśmiechem robiąc słodkie oczka. On tylko przewrócił oczami i wychodząc z pokoju zgasił światło. Po takim dniu bardzo szybko zasnąłem.
Czwartek był mało ciekawym dniem. Zapłaciłem co miałem do zapłacenia, a lekcje, chociaż strasznie nudne, bardzo szybko mi minęły. Potem tylko dom, jeść i spać. Dzień jak każdy inny z listy tych najnudniejszych... Z jedną różnicą, pod wieczór musiałem się jeszcze spakować.

~~Piątek rano~~

Obudziłem się o 6 rano co dla mnie jest nie lada wyczynem. Po zrzuceniu kołdry z łóżka przez przeciąganie się, poszedłem do łazienki się odświeżyć. Ha ha! 10 minut i gotowe. Kiedy już wyszedłem z łazienki podszedłem do szafy i krytycznym wzrokiem popatrzyłem na jej zawartość. Koniec końców wyjąłem z niej czarne rurki, błękitną koszulkę z krótkim rękawem, bluzę w niebiesko-czarne paski i parę dodatków w formie bransoletek  Kiedy skończyłem już się ubierać spojrzałem na zegarek i dostrzegłem że już z 6 zrobiła się 7:30. Zwykle tyle czasu mi to nie zabiera... Rozglądnąłem się po pokoju w poszukiwaniu mojej walizki, jednak nigdzie jej nie znalazłem. Pewnie Usagi ją zniósł zanim wyszedł do pracy. Swoją drogą biedny chłopak, tak wcześnie musi wstawać. No chyba że to wampir i nie sypia po nocach?! Albo wychodzi polować na ofiary?! Nieee, on nie jest taki... Kiedy już dotarło do mnie, że waliza jest pewnie na dole i czeka na mnie grzecznie w przedpokoju, sam też zszedłem na dół tyle, że do kuchni zjeść jakieś śniadanie, bo będzie to moje ostatnie w moim domu przed wyjazdem. Pogmerałem chwile w lodówce i po szafkach, efekt był taki że zjadłem parówki z bułką i popiłem kawą. Świetnie śniadanie, nie ma co. Po skończonym posiłku znowu zerknąłem na zegarek., Ósma. No, mogłem się tego spodziewać. Na szczęście do szkoły daleko nie mam, więc zebrałem się szybko, wziąłem walizkę i pognałem pod szkołę.
Kiedy dotarłem na miejsce zobaczyłem że już sporo osób przyszło. Były tam też osoby z mojej klasy takie jak Risa, Kami, Deku, Nikari który będzie z nami w pokoju, a także Sizuo i Shiki. Zanim do nich podszedłem rozglądnąłem się jeszcze, chcąc zlokalizować naszych opiekunów i szybko ich znalazłem. Stało tu już trzech nauczycieli w tym Pan Saki nasz wychowawca i paru innych dorosłych którzy pewnie są do pomocy i... O jeny. To jest... To jest! Shin?! A co on tu robi?! Podszedłem szybkim krokiem do niego, on widząc mnie już z daleka tylko się uśmiechnął.
-Co TY tu robisz?
-A co nie widać? Jestem jednym z opiekunów.
-No ale jak to?
-Eh... Do twojej szkoły uczęszcza mój kuzyn, raczej nie znasz i może to lepiej, zresztą mniejsza z tym. Poprosił mnie żebym został opiekunem na tej wycieczce bo kogoś potrzebują a ja się zgodziłem. Jak coś będziesz potrzebował to przychodź do mnie.- puścił mi perskie oko i poszedł do nauczycieli. Odwróciłem się napięcie i skierowałem do Sizuo i Shikiego.
Oj ta wycieczka zapowiada się ciekawie. Taa cieeeekawie...

piątek, lipca 5

Powiadomienie!

Da da da daaaaam!!
Od dnia dzisiejszego będę drugim administratorem na tym blogu ;)
Jika pewnie, jeśli w ogóle, będzie o mnie wspominać to powie Ney ALE ja jestem Neyasu! I prosze pamiętać te dłuższą wersje. Będę wdzięczny.
Jeśli są jakieś pytania czy prośby to pisać mi tu --> Neyasu69@gmail.com ^^
Klawiatura nie gryzie więc pisać śmiało :)
Mam też prośbę do tych co tu zaglądają chociażby raz na... No nie wiem dwa tygodnie, żeby pisali komentarze.
Dziękuje Weroniko Włodek że chociaż przy tych pierwszych postach Jiki-san były komentarze :)

To już chyba tyle... Do zobaczenia przy następnym rozdziale opowiadania ^^

*******
-Neyasu

Dodatkowe informacje na temat bohaterów (?)

Trochę info o którym zaaaapomniałam zaczynając pisać. He he... No sory! Roztrzepana jestem i tyle. To przejdźmy do konkretów na razie sam Ren.


Ren Mutarashi:
Szczupły, niewysoki (tylko 165cm wzrostu) chłopiec o bardziej dziewczęcej urodzie. Wysportowany i przez to umięśniony (<-- to jakby ktoś się nie domyślił). Mleczna cera, która dodaje uroku, kontrastowała z jego brązowymi włosami aktualnie przefarbowanymi na rudo. Oczy w kolorze czarnym (po matce, która pochodzi z Japoni). Malinowe (kuszące...) smukłe usteczka oraz mały zgrabny nosek dopełniają całości.
Wspomniane wcześniej włosy w kolorze rudnym sięgają mu do łopatek i najczęściej spina je w kucyk, zostawiając po obu stronach twarzy dwa luźne pasma.
Informacje:
Podczas chodzenia do podstawówki i gimnazjum (oczywiście w tym jakże tolerancyjnym kraju-Polsce) dość często rówieśnicy wytykali mu że jego wzrok jest zimny i lepiej by było gdyby nie otwierał oczu. Przez takie i podobne „uwagi” od wakacji przed pójściem do liceum (już w Japonii) kupił sobie soczewki w kolorze błękitu (takim jak letnie bezchmurne niebo w południe...)
Obecnie jest uczniem drugiej klasy liceum w Kushinyao (nie sprawdzać!). Nauka idzie mu całkiem dobrze. Ma przyjaciela o imieniu Sizuo, starszego brata Usagiego, który już pracuje przez co często nie ma go w domu. Tyle ile lat zna już Sizuo tyle też zna jego brata Dizushiego.
Ostatnio poznał przyjaciela Usagiego, którego nigdy jak dotąd nie widział na oczy, gdyż braciszek nigdy go do nich nie przyprowadził. Ów osobnik ma na imię Shin.
Koniec informacji!

Rozdział 5


-No bo wiesz, jakoś tak wyszło że nie było kiedy. Wiesz młody, praca. On ma swoje studia i takie tam. Rozmawiamy ze sobą czasem, a ty go kiedyś poznasz, obiecuje że kiedyś wpadnie. Może za tydzień, dwa.
-Jasne, czyli pewnie nidy. Już ja znam to twoje odkładanie na potem.- westchnołem i wstałem od stołu- A zmieniając temat. Może coś oglądniemy jak już masz chwile dla mnie?
-Masz coś konkretnego na myśli?- zapytał przechylając lekko głowe w prawo.
-Hmm...- zamyśliłem się na chwile- Horror mi chodzi ostatnio po głowie, więc może jakiś oglądniemy?
-Perspkywa oglądania filmu z trzęsącym się ze strachu rzeprm przyczepionym do mnie jest powalająca- zaśmiał się- Zgoda. Idź coś znaleść a ja tu skończe jeść.
-Mhm...- pognałem do JEGO pokoju. Straszny tam jest bajzel... Po prostu brak słów. Zaczołem grzebać w szafkach szukając jakiegoś dobrego filmu, on ma niezłą kolekcje, więc miałem w czym przebierać.-mgła... ziemia żywych trupów... wstrząsy... oczy julii... hallowen... 30 dni mroku. No i oto chodziło!
-Znalazłeź już coś?- zapytał Usagi stojąc za moimi plecami. Nie słyszałem że wogóle wchodził, więc podskoczyłem zaskoczony jego obecnością
-Tia, wybrałem to- pokazałem mu opakowanie.
-Oj Ren będziesz się jeszcze zwijał ze strachu tej nocy.
-Chciałbyś!
-No penie.- zachichotał pod nosem- o niczym innym nie marze odkąd się urodziłeś.
-To zobaczymy kto się będzie zwijał...- mruknołem do siebie i zaczołem iść w strone salonu. Usagi w czasie kiedy ja włączałem film, zrobił popcorn.- No to zaczynamy.- powiedziałem siadając na kanapie przed telewizorem i zabierając pocieche podniebienia bratu.

~~~~~*~~~~~ godzine i 30 pisków strachu puźniej ~~~~~*~~~~~

-Ej młody wyłaź z okopów poduszkowych. Już się skończyło. –śmiech braciaka był aż nader wkurzający. Co ja kur...czaczki poradze że boje się takich filmów. Tak, tak sam to wybrałem bo to że się boje nie zmienia faktu że są fajne.
-To nie są okopy, tylko zabezpieczenia. W tamtym końcie coś ewidentnie stało przez płowe filmu, a ty jakbyś tego nie widział.
-Bo nie widziałem. A wiesz czemu? To twoja fantazja Renuś.
-Tylko nie Renuś!- podniosłem głos. Niecierpie tego „zdrobnienia”, jest dziwne i wkurzające.- Możesz już to zgasić?
-Jak sobie chcesz.- wyłączył film i równocześnie telewizor, przez co zrobiło się strasznie ciemno w końcu jest już 21.
-Ale zapal światło kretynie!- wydarłem się zaraz po tym jak zrobiło mi się ciemno przd oczami.
-Kazałeś zgasić to zgasiłem, trza było powiedzieć że mam też zapalić światło.- zaśmiał się donośnie,a mi aż pulsująca żyłka na czole wyskoczyła. Jak można być aż tak denerwującym człowiekiem? Ja się pytam, jak?
-To w takim razie teraz każe zapalić światło. Pośpiesz się człowieku!
-Co, boisz się że cię coś zje w tych ciemnościach?
-Nie e.-powiedziałem stanowczo.
-To w takim razie sam wstań i zapal.- znowu ten denerwujący chichot.
-Ty to zrób.
-Najpierw powiedz że się cykasz nawet wstać w tych ciemnościach.
-Ooo nie.  Napewno tego nie zrobie. – odpowiedziałem, wstając z kanapy i poomacku podchodząc do ściany gdzie znajdował się włącznik. –Ha! I co? Zapaliłem!- nie kryje, ucieszyłem się bo Usag miał naprawde zdziwioną mine.
-No brawo, to było wyzwanie niema co. A dasz rade wogóle dziś spać? Czy będziesz się za bardzo baaał?- zadrwił ze mnie... Nie dam mu za grosz satysfakcji!
-Oczywiście że będę mógł!
- To spadaj już do łóżka. Nie wiem jak ty, ale ja jestem śpiący- na potwierdzenie tych słów ziewnął przeciągle.
-Mhmm... Porzegnaj się z łazienką na jakieś pół godziny!- zanim skończyłem mówić już byłem na górze i zamykałem za sobą drzwi łazienki...

wtorek, czerwca 11

Rozdział 4


Na przystanku była tylko jedna osoba. Wysoki mężczyzna. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnoł się, wyglądał tak jakby czekał tu na mnie...



Zblirzyłem się toche żeby zobaczyć o której mam tramwaj. On natomiast przyglądał mi się. Dziwne uczucie... Przewiercał mnie wzrokiem na wylot...

-Um... Przepraszam, ale czemu mi się tak przyglądasz?

-Przypominasz mi kogoś. Jak masz na imie?

-Czekaj, czekaj. Może najpierw ty się przedstaw, co?

-No tak, co za nietakt.- zmieszany (?) podrapał się po karku- Moje imie brzmi Shin, Shin Komori.- uśmiechnoł się do mnie szeroko- To teraz zdradzisz mi swoje imie?

-Eeee... Ren.- wystawiłem ręke- Ren Mutarashi- uścisnoł ją.- Shin... Gdziej już to słyszałem... O! Wiem! Znasz może mojego brata? Usagi Mutarashi? Znasz? Znasz?- troche się podekscytowałem, jeżeli to on to wreszcie zobacze go na żywo.

-No pewnie że znam. Przecież jesteśmy przyjaciułmi, nie? Czyli to ty jesteś tym jego kochanym młodszym braciszkiem. Hmm...  no nieźle. A co ty tu robisz? Przecież to nie jest specjalnie wesoła okolica- uśmiechnoł się krzywo. – No więc...?

-Byłem u przyjaciela. W domu  nie ma co robić, brata nima...

-Nie ma? A gdzie jest?

-No w pracy.- powiedziałem jakby to było oczywiste.

-A no tak przecież on już pracuje- zaśmiał się nerwowo.

-A ty co tu robisz?

-Hmmm... Tu niedaleko jest sklep w którym mają chyba dosłownie wszystko, ja akurat przyszedłam po notes, ołówki i jeszcze pare drobiazgów. Mam stosunkowo niedaleko a uwielbiam ten sklep.

-Ahaaa. O jest mój tramwaj.- zauważyłem. Wstałem i szybko podszedłem do wejścia. Wsiadłem i stojąc już w środku pomachałem do nowego znajomego uśmiechając się szeroko. On wymówił bezgłośnie „cześć” i odmachał. Po trzydziestu minutach jazdy wysiadłem i skierowałem się do domu.

-Wruciłem!- oznajmiłem zaraz po ściągnięciu butów i poszedłem do kuchni coś zjeść.

-O, w końcu wruciłeś kochanie! Kolacje masz na stole!- krzykneła moja mama z salonu.

-Dzięki!- odkrzyknołem. Usiadłem przy stole i zaczołem jeść. Uwilbiam naleśniki i właśnie one dzisiaj były na „kolacje”. Ah... Pyszne. Naleśniki z nutellą i truskawkami. Danie jak marzenie. Cudowna słodycz rozpływała się w moich ustach. To danie przypomina mi czasy kiedy spędzałem więcej czasu z bratem. Stare, dobre czasy. Teraz nie mam nawet kiedy z nim porozmawiać. Co za ch...  amstwo. Cały czas tylko praca i praca, a jak już ma chwile to śpi. Może w weekend zrobi chwile wolnego...? Albo chociaż w wakacje. Troche czasu z młodszym rodzeństwem nooo! Oj. No i się naleśniki skończyły.

-Ide do siebie mamooo!

-Dobrze kotek. Ja zaraz wychodze do pracy, Usagi powinien za jakieś półgodziny wrócić do domu.- mówiąc to mama wychyliła się z za rogu. Widocznie chciała zobaczyć moją mine, która dawała dużo do życzenia, szok pomieszany ze szczęściem i obawą że znowu nie znajdzie czasu nawet na durną sprzeczke czy krutką wymiane zdań.

-Ale jak to? Tak wcześnie? Przecież on zwykle wracał puźno w nocy a nawet czasem nad ranem.- powiedziałem z wachaniem.

-No tak ale wzioł sobie jutro wolne i poprosił o to żeby dziś wcześniej wyjść.- zbliżyła się do mnie i przygarnałe tuląc czule- Nie spapraj takiej okazji- wyszeptała mi do ucha, po czym puściła i podeszła do drzwi.- No to ja będę lecieć. Miłej nocy- ostatni uśmiech i znikneła za sporych rozmiarów drzwiami od naszego dwupiętrowego domku.

Hmm... czyli że dzisiaj mam okazje coś z nim porobić. Tylko co? Film? To chyba nawet niezły pomysł. No ale nie zaproponuje mu tego na wstępie... To może... Aaaaa no przecież będzie głodny! Kolacja. Kolacja. Zrobić kolacje! 30 minut co... mało. E tam! Dam rade. Dla kochanego braciszka wszystko. Wróciłem spowrotem do kuchni. Otwarłem lodówke i ujrzałem na jdnej z półem mini stosik naleśników. Moje zbawienie! No to teraz wystarczy umyś truskawki, znaleść nutelle w tych szafkach, których jest tu za dużo... No i oczywiście jakoś estetycznie to podać. A więc na początek tróskawki. Ha pestka, 5 minut i gotowe. Teraz trzeba naleść ten cholerny, ale przesmaczny krem. Gdzie ona go wsadziła. Szafka obok lodókwki- pusto, pułka nad zmywarką- pusto, szafka obok zmywarki- pusto, 5 innych szafeczek zaraz przy ścianie pod oknem- też pusto. Ostatnia nadzieja, czyli „schowek” za chlebakiem... JEST! Teraz wystarczy to wszystko połączyć w całość i gotowe.

Szczęk zamka wyrwał mnie z zachwytu nad cudem na talerzu. Podszedłem do przedpokoju i zobaczyłem mojego kochanego braciszka, który opierając się o ściane zdejmował buty.

-Część! Dawno cię nie widziałem na żywo- z nieukrywanym zacieszem podszedłem jeszcze troche blirzej.

-Stęskniłeś się młody, czy jak?- olśniewający uśmiech zagościł na jego twarzy.

-No skądże znowu. Tylko jak nie pracujesz to śpisz i na odwrót. Nie ma w twoim grafiku żadnej wzmianki o tym że masz młodszego brata, który  bynajmniej czsem chce cię zobaczyć, wiesz?

-O doprawdy? Nie przypominam sobie żadnego brata, widzisz go tu gdzieś- zaczoł się rozglądać na boki robiąc przy tym komiczną mine.

-Ekhem...-odchrząknołem- Tu stoii- wskazałem kciukiem na siebie. Nie widząc reakcji walnołem go w łeb. On w zamian rzucił się na mnie z okrzykiem „czeka cię kara boska!”, przewruciliśmy się na puszysty dywan w kolorze morskim i zaczeliśmy się po nim tarzać starając się unieruchomić przeciwnika. Kiedy już myślałem że mi się udało on wyszarpał się, przewrucił mnie na plecy i usiadł na moich biodrach okrakiem.

-Ha! I znowu przegrałeś! Jak to miło wrócić do wygłupiania się jak gimnazjalista.

-Taaa... A możesz już łaskawie za mnie zejść? Kolacja ci wystygnie...-Powiedziałem pod nosem.

-Powtórz ostatnie zdanie bo chyba niedosłyszałem.

-Kolacja ci wystygnie!- wydarłem mu się do ucha, bo „żeby lepiej słyszeć” przystawił mi je pod same usta.

-Aj... Nie drzyj się tak bo ogłuchne.- przytrzymał się za ucho.- Ale jak to kolacja? Przecież to raczej twoje.

-Nie. Ja już swoje zjadłem.

-O, no to dzięki i już z ciebie schodze- wstał i udał się w kierunku kuchni. Poszedłem za nim. Rozsiadł się wygodnie na krześle i zaczoł jeść moje kochane, starannie przygotowane danie.

-I jak smakuje?

-No pewnie- znowu ten przecudowny uśmiech.- podziękuj temu kto je zrobił.

-Sam to zrób, najlepiej teraz.

-Niby jak? Mamy nie ma...

-Nie mamie! Mnie- zrobiłem naburmuszoną mine- Ja je dla ciebie przygotowałem.- Jego mina-bezcenna. Czy to takie dziwne że jak się długo nie widzi najukochańszego członak rodziny to chce się zrobić coś dla niego? Dla mnie nie.

-Ooo... Dzięki. Pyszne ci wyszło.- po tych słowach nastała chwila ciszy. Postanowiłem ją przerwać nurtującym mnie pytaniem.

-Usagi, czemu nigdy nie przyprowadziłeś do naszego domu Shina?

-No bo wiesz....

piątek, czerwca 7

Rozdział 3


- Moge wejść- zapytałem pukając do drzwi Sizuo, to co ujrzałem po wejściu było szokiem...

Pokój Sizuo wyglądał tak jakby coś w nim wybuchło. Istna masakra, ciuchy i inne bliżej nieokreślone przedmioty walały się na meblach. Na środku dywanu było tylko jedno „czyste” miejsce, w którym stał sam właściciel pokoju Sizuo.
-Z...Znalazłeś to?- wyksztusiłem z siebie, bo to co właśnie widziałem zaparło mi dech  w piersiach.
-Eeee... Jeszcze nie.
-A co tu się stało??- zapytałem gestykulując przy tym że chodzi mi o cały pokuj.
-Nic. Poprostu szukam tego cholerstwa.- powiedział zirytowany.
-A...Aha. To może pomuc?
-Lepiej nie, jeszcze mi się zgubisz- powiedział chichocząc- ja wiem że mógłbyś- uśmiechnoł się- lepiej idź do salonu i poczekaj, jak chcesz to włącz telewizor. Ja tu jeszcze posiedze, do półgodziny powinienem to znaleźć.
-Jasne.- wyszedłem z jego pokoju i poszedłem, tak jak mówił, do salonu. Włączyłem telewizor i zaczołem skakać po kanałach szukając czegoś ciekawego. Po dwudziestu minutach usłyszałem huk pochodzący z góry. Domyśliłem się że to z pokoju masakra. Zaczołem podnosić się z kanapy, jednak zanim podszedłem do schodów Sizuo był już na dole i szczerzył się do mnie machając kartką.
-Znalazłem.
-To teraz powiedz gdzie jedziemy.
-A! Tak, tak. Już mówie.- zaczoł czytać to co jest na kartce- Wycieczka bla, bla, bla, wyjazd o godzinie 9.00, jedziemy do Yukushimy na 7 dni. I właściwie to nic ciekawego tu nie ma oprucz tego że mamy wziąść niewielkie bagrze bo coś tam, coś tam.
-Eh... Ok. Dzięki że przkopałeś ten bajzel w poszukiwaniu tej kartki.- uśmiechnołem się krzywo- Ja już chyba pujde.
-Nie zostaniesz jeszcze?
-Ty lepiej zajmij się sprzątaniem i pakowaniem, zanjąc ciebie będzie to troche trwało a wyjazd już w piątek. Zresztą trzeba jeszcze zrobić lekcje na jutro, nie?- przytaknoł ruchem głowy- No właśnie, więc. Pa. –pomachałem mu i wyszedłem z jego domu. Poszedłem na przystanek. Od niego do mojego domu jedzie się 30 minut, troche długo. Na przystanku była tylko jedna osoba. Wysoki mężczyzna. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnoł się, wyglądał tak jakby czekał tu na mnie...

sobota, czerwca 1

Rozdział 2



-/Kamisama onegai ichi yo.../- przedmiot do porannych tortur, który ktoś z beznadziejnym poczuciem humory nazwał pieszczotliwie budzikiem, wyrwał mnie ze snu.
-Ah... Już środa, ale miło- przeciągnołem się, wstałem i udałem się na szybki prysznic. Po umyciu przeparadowałem przez cały korytarz aż do swojego pokoju w samych bokserkach. Już u siebie stanołem przed szafą i zaczołem wyciągać rzeczy. Zielona koszulka z krótkim rękawem, czarne rórki i ciemnofioletowa bluza leżały aktualnie na łużku czekając na właściciela. Wyjołem jeszcze pare branzoletek i naszyjnik z nietoperzem. Po włożeniu tego wszystkiego na siebie, spakowałem się, zjadłem w pośpiechu śniadanie i pobiegłem do szkoły.


-Siema Shiki!
-No cześć Ren!- odkrzyknoł- I co z tymi pieniędzmi?
-Dostane do jutra- odpowiedziałem.
-Ok. To chodźmy już pod klase bo inaczej się spuźnimy.- powiedział uśmiechając sie od ucha do ucha. Pod klasą stało już pare osób w tym mój najlepszy przyjaciel Sizuo.
-Cześć Ren!- zauważył mnie i od razu zaczoł do nas podchodzić.- No i Shiki- uśmiechnoł się do niego.
-Dzięki że mnie nie pominołeś Sizuo- odpowiedział. –Ren będzie miał kase, a ty?
-Też!- powiedział wypinając dumnie pierś.
-To dobrze. A więc teraz czas ustalić kogo jeszcze bierzemy do pokoju.- zrobił zamyślonął mine.- Może Nikari? Nie będzie nam przeszkadzać jeśli będziemy chcieli coś robić sami, a jest nawet fajny.- zaproponował.
-Ja jestem za- powiedziałem.
-Ja również. To teraz trzeba się jego spytać czy chce być z nami.- podeszliśmy do Nikariego. Zgodził się na naszą propozycje. Po chwili przyszed nauczyciel i wpuścił nas do klasy. Usiadłem razem z Shizuo, jak łatwo się domyślić żaden z nas nic nie zapamiętał z tej lekcji, pisaliśmy tylko to co facet dyktował. Tak samo zresztą było na sześciu następnych godzinach lekcyjnych. Nastał w końcu upragniony moment dla każdego cznia XXI-wieku, czyli zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec ostatniej lekcji.
-Nareszcie- przeciągnołem się na krześle- A tak właściwie Shizuo, to gdzie my jedziemy?- zapytałem. Jest to dość ważna informacja, przynajmniej dla mnie.
-Gdzie...?- zamyślił się na chwile- Mam to napisane na kartce, ale została w domu. Wpadnij do mnie to ci powiem.
-Jasne. A że jest już po lekcjach, to eee... moge iść po prostu z tobą?
-Pewnie, że możesz- uśmiechnoł się do mnie- tylko nie wiem czy wrócisz cały do domu.
-A to niby czemu?
-Bo mój brat wrócił do domu. Strasznie się za mną stęsknił, za tobą też. Wiesz przecież że traktował cię jak drugiego młotszego braciszka, bo tak często u nas bywałeś.
-A no tak. To najwyżej u was zanocuje i tyle. No chyba że mnie wygonisz.-zrobiłem smutną minke.
-Ej! Nie smutaj. Nie wygonie cię coś ty. Ale jak coś to upszedzałem.- uniósł ręce w geście poddania się. Szybko się spakowaliśmy i wybiegliśmy... TAK! Wybiegliśmy ze szkoły. Po drodze do jego domu wstąpiliśmy do cukierni po jakieś ciastka, przecież nie przyjde z pustymi rękami jeśli ma tam być jego brat, którego nie widziałem dobre pięć lat.

-Wróciłem!- oznajmił drąc się na całe gardło Sizuo zaraz po otwarciu drzwi- I przyprowadziłem gościa- powiedział z nieukrywanym zacieszem.
-Tak, a kogo?- usłyszałem niski męski głos jego brata i aż chciałem skakać z radości, że on naprawde wrócił już z hiszpani.
-Twojego dru-gie-go młodszego braciszka, w końcu jeszcze go nie widziałeś – i w tej chwili przepchał mnie przez cały przedpokuj aż pod nos starszego.
-Ren?- chyba troche się zdziwił- Oh! Ren! Jak miło cię znowu widzieć.- złapał mnie w swoje łapki i tak ścisnoł, że nie mogłem złapać oddechu.
-Dizushi... Dusisz mnie- ledwo powiedziałem.
-O rety. – poluźnił uścisk- Sory. Ren, a coś ty zrobił z włosami.
-A nie widać?- zapytałem sarkastycznie- Przefarbowałem.
-Tyle to widze, ale czemu na rudo??
-A co? Nie ładnie?
-Jakoś nie moge się przyzwyczaić... Ale no nawet ci do twarzy.- uśmiechnoł się.
-Sizuooooooo, to sprawdzisz gdzie to jedziemy?- wyjołem talerzyk z szafki w kuchni i wysypałem na niego ciasteczka.
-Tak, tak. Już ide zobaczyć.- odpowiedział i zaczoł wspinać się po schodach do swojego pokoju.
-Ja za 30 minut wyjde, więc nie zdemolujcie mieszkania- powiedział Dizushi.
-A gdzie idziesz?- spytałem ciekawsko.
-Spodkać się z kolegą. Przecież nie było mnie pięć lat!- podniusł głos.- Ooo! Ciacha.- popatrzył na talerzyk, który trzymałem w ręce i aż się oblizał.
-Masz- podałem mu go- częstuj się.- Dizu zgarnoł z talerza połowe zawartości i zwiał do swojego pokoju.
- Moge wejść- zapytałem pukając do drzwi Sizuo, to co ujrzałem po wejściu było szokiem...

*****************************************
Na tym kończe ten rozdział :)

środa, maja 29

Rozdział 1


....
-Ren kolacja!
-Już ide mamo!- powiedziałem zamykając książke i wychodząc z pokoju. Zszedłem po krętych schodach do kuchni i usiadłem przy stole. Mama postawiła na nim talerz kanapek i usiadła na przeciwko wlepiając we mnie swój wzrok.
-Coś się stało kochanie?- zapytała czule.
-Nie. Znaczy eee... Tak. Mamy wycieczke klasową.- odpowiedziałem troche zdenerwowany.-Będzie trwała cztery dni. Wyjeżdżamy w piątek.- powiedziałem już pewniej.
-Aha. I ja mam za tą wycieczke zapłacić tak?-spytała, ale znała już odpowiedź.
-Tak- odpowedziałem i zaczołem jeść kanapki.
-No dobrze, ale ile mam zapłacić? Jak będziesz tak odpowiadać jak do tej pory to w życiu się nie dogadamy- powiedziała ostrzej, ale się uśmiechała.
-Potrzeba mi 450 złotych i jeszcze troche na drobne wydatki- powiedziałem patrząc na nią proszącym wzrokiem.
-Dobrze, a do kiedy masz zapłacić?
-Do godziny 17:00 w czwartek. Nawet nie powiedzieli nam gdzie jedziemy. A to chyba ważne, nie?
-Tak. Kotek jedz te kanapki i zmykaj bo chce pozmywać.
-Jus komce- powiedziałem wpychając sobie ostatnią kanapke do ust. Odstawiłem talerz do zlewu i wróciłem do siebie. Jest wtorek, więc jeszcze dużo czasu na zapłacenie. Chcąc chwile odpocząć włączyłem komputer i zobaczyłem jakie strony ostatnio przeglądał mój brak. Zdziwiłem się lekko, bo tylko jedna karta była w historii przeglądarki /facebook/. Otworzyłem. Mój braciak zawsze zapominał wylogować się, więc miałem teraz pełny dostęp do jego konta.
-Z kim to się ostatnio rozmawiało- powiedziałem pod nosem i kliknołem na wiadomości-ooo... A kim to jest ten Shin- zapytałem sam siebie i właczyłem jego profil.- Shin Komori, facet, 24 lata...Ah...! Już pamiętam to jest ten przyjaciel Korakiego. Jak ja mogłem go zapomnieć.-palnołem się w czoło otwartą dłonią- No tak przecież nawet raz go nie widziałem. Szkoda że nie ma zdjęć...O! A może braciak ma?- kliknołem na profil brata, potem na zdjęcia ale on też nie miał- Eh... Szkoda-westchnołem- O cholera! Już dziesiąta?!- szybko wyłączyłem komputer i poszedłem pod przysznic. Po kąpieli usnołem.

********************************************************************************** Przepraszam że tak krótko ;-;

wtorek, maja 28

Powitanie.

Ohayo mina! To mój pierwszy blog jaki prowadzę :3 Z góry przepraszam za błędy ortograficzne, literówki itp. które mogą się tu pojawić. Postaram się dodawać posty regularnie, ale czasem może się coś poknocić. Postaram się w miarę możliwości o tym informować /jeśli w ogóle ktoś to będzie czytać.../
Zachęcam do komentowania, przyda się motywacja \(^-^)/
Jutro pierwszy post głównego opowiadania. 



(A to taki komunikat na boku... Oto moje gg. 48199396  szkoda że końcówka nie jest na odwrót Nie gryze więc pisać śmiało ^^)