sobota, czerwca 1

Rozdział 2



-/Kamisama onegai ichi yo.../- przedmiot do porannych tortur, który ktoś z beznadziejnym poczuciem humory nazwał pieszczotliwie budzikiem, wyrwał mnie ze snu.
-Ah... Już środa, ale miło- przeciągnołem się, wstałem i udałem się na szybki prysznic. Po umyciu przeparadowałem przez cały korytarz aż do swojego pokoju w samych bokserkach. Już u siebie stanołem przed szafą i zaczołem wyciągać rzeczy. Zielona koszulka z krótkim rękawem, czarne rórki i ciemnofioletowa bluza leżały aktualnie na łużku czekając na właściciela. Wyjołem jeszcze pare branzoletek i naszyjnik z nietoperzem. Po włożeniu tego wszystkiego na siebie, spakowałem się, zjadłem w pośpiechu śniadanie i pobiegłem do szkoły.


-Siema Shiki!
-No cześć Ren!- odkrzyknoł- I co z tymi pieniędzmi?
-Dostane do jutra- odpowiedziałem.
-Ok. To chodźmy już pod klase bo inaczej się spuźnimy.- powiedział uśmiechając sie od ucha do ucha. Pod klasą stało już pare osób w tym mój najlepszy przyjaciel Sizuo.
-Cześć Ren!- zauważył mnie i od razu zaczoł do nas podchodzić.- No i Shiki- uśmiechnoł się do niego.
-Dzięki że mnie nie pominołeś Sizuo- odpowiedział. –Ren będzie miał kase, a ty?
-Też!- powiedział wypinając dumnie pierś.
-To dobrze. A więc teraz czas ustalić kogo jeszcze bierzemy do pokoju.- zrobił zamyślonął mine.- Może Nikari? Nie będzie nam przeszkadzać jeśli będziemy chcieli coś robić sami, a jest nawet fajny.- zaproponował.
-Ja jestem za- powiedziałem.
-Ja również. To teraz trzeba się jego spytać czy chce być z nami.- podeszliśmy do Nikariego. Zgodził się na naszą propozycje. Po chwili przyszed nauczyciel i wpuścił nas do klasy. Usiadłem razem z Shizuo, jak łatwo się domyślić żaden z nas nic nie zapamiętał z tej lekcji, pisaliśmy tylko to co facet dyktował. Tak samo zresztą było na sześciu następnych godzinach lekcyjnych. Nastał w końcu upragniony moment dla każdego cznia XXI-wieku, czyli zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec ostatniej lekcji.
-Nareszcie- przeciągnołem się na krześle- A tak właściwie Shizuo, to gdzie my jedziemy?- zapytałem. Jest to dość ważna informacja, przynajmniej dla mnie.
-Gdzie...?- zamyślił się na chwile- Mam to napisane na kartce, ale została w domu. Wpadnij do mnie to ci powiem.
-Jasne. A że jest już po lekcjach, to eee... moge iść po prostu z tobą?
-Pewnie, że możesz- uśmiechnoł się do mnie- tylko nie wiem czy wrócisz cały do domu.
-A to niby czemu?
-Bo mój brat wrócił do domu. Strasznie się za mną stęsknił, za tobą też. Wiesz przecież że traktował cię jak drugiego młotszego braciszka, bo tak często u nas bywałeś.
-A no tak. To najwyżej u was zanocuje i tyle. No chyba że mnie wygonisz.-zrobiłem smutną minke.
-Ej! Nie smutaj. Nie wygonie cię coś ty. Ale jak coś to upszedzałem.- uniósł ręce w geście poddania się. Szybko się spakowaliśmy i wybiegliśmy... TAK! Wybiegliśmy ze szkoły. Po drodze do jego domu wstąpiliśmy do cukierni po jakieś ciastka, przecież nie przyjde z pustymi rękami jeśli ma tam być jego brat, którego nie widziałem dobre pięć lat.

-Wróciłem!- oznajmił drąc się na całe gardło Sizuo zaraz po otwarciu drzwi- I przyprowadziłem gościa- powiedział z nieukrywanym zacieszem.
-Tak, a kogo?- usłyszałem niski męski głos jego brata i aż chciałem skakać z radości, że on naprawde wrócił już z hiszpani.
-Twojego dru-gie-go młodszego braciszka, w końcu jeszcze go nie widziałeś – i w tej chwili przepchał mnie przez cały przedpokuj aż pod nos starszego.
-Ren?- chyba troche się zdziwił- Oh! Ren! Jak miło cię znowu widzieć.- złapał mnie w swoje łapki i tak ścisnoł, że nie mogłem złapać oddechu.
-Dizushi... Dusisz mnie- ledwo powiedziałem.
-O rety. – poluźnił uścisk- Sory. Ren, a coś ty zrobił z włosami.
-A nie widać?- zapytałem sarkastycznie- Przefarbowałem.
-Tyle to widze, ale czemu na rudo??
-A co? Nie ładnie?
-Jakoś nie moge się przyzwyczaić... Ale no nawet ci do twarzy.- uśmiechnoł się.
-Sizuooooooo, to sprawdzisz gdzie to jedziemy?- wyjołem talerzyk z szafki w kuchni i wysypałem na niego ciasteczka.
-Tak, tak. Już ide zobaczyć.- odpowiedział i zaczoł wspinać się po schodach do swojego pokoju.
-Ja za 30 minut wyjde, więc nie zdemolujcie mieszkania- powiedział Dizushi.
-A gdzie idziesz?- spytałem ciekawsko.
-Spodkać się z kolegą. Przecież nie było mnie pięć lat!- podniusł głos.- Ooo! Ciacha.- popatrzył na talerzyk, który trzymałem w ręce i aż się oblizał.
-Masz- podałem mu go- częstuj się.- Dizu zgarnoł z talerza połowe zawartości i zwiał do swojego pokoju.
- Moge wejść- zapytałem pukając do drzwi Sizuo, to co ujrzałem po wejściu było szokiem...

*****************************************
Na tym kończe ten rozdział :)

2 komentarze:

  1. Ten przedmiot do tortur..... <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, więc, nie zostawię po tobie suchej nitki i zhejcę ile się da. ,D
    Po pierwsze. Naucz. Się. Pisać. Końcówki. Wyrazów. Naprawdę odechciewa się czytać, gdy każdy czasownik, rodzaju męskiego i w czasie teraźniejszym kończy się Na "oł" zamiast "ął". Wziął, a nie wzioł. To jest straszne ,( Ja sama mam dysortografię, ale ludzie! Sta-raj-się!! Wiem z własnego przykładu, że zwracanie uwagi działa, więc tą uwagę Ci zwracam, abyś się nauczyła. Bo możesz mieć betę, ale pisać i tak trzeba umieć... Po tych dwóch rozdziałach więcej błędów nie stwierdziłam, zobaczy się potem ,3 Fabuła rozwija się ładnie, poczytam dalej, jak tylko będę miała czas. A teraz pozdrowionka i mam nadzieję, że się nie fochasz , ) ~ Rena

    OdpowiedzUsuń