- Moge wejść- zapytałem pukając do drzwi Sizuo, to co
ujrzałem po wejściu było szokiem...
Pokój Sizuo wyglądał tak jakby coś w nim wybuchło. Istna
masakra, ciuchy i inne bliżej nieokreślone przedmioty walały się na meblach. Na
środku dywanu było tylko jedno „czyste” miejsce, w którym stał sam właściciel
pokoju Sizuo.
-Z...Znalazłeś to?- wyksztusiłem z siebie, bo to co właśnie
widziałem zaparło mi dech w piersiach.
-Eeee... Jeszcze nie.
-A co tu się stało??- zapytałem gestykulując przy tym że
chodzi mi o cały pokuj.
-Nic. Poprostu szukam tego cholerstwa.- powiedział
zirytowany.
-A...Aha. To może pomuc?
-Lepiej nie, jeszcze mi się zgubisz- powiedział chichocząc-
ja wiem że mógłbyś- uśmiechnoł się- lepiej idź do salonu i poczekaj, jak chcesz
to włącz telewizor. Ja tu jeszcze posiedze, do półgodziny powinienem to
znaleźć.
-Jasne.- wyszedłem z jego pokoju i poszedłem, tak jak mówił,
do salonu. Włączyłem telewizor i zaczołem skakać po kanałach szukając czegoś
ciekawego. Po dwudziestu minutach usłyszałem huk pochodzący z góry. Domyśliłem
się że to z pokoju masakra. Zaczołem podnosić się z kanapy, jednak zanim
podszedłem do schodów Sizuo był już na dole i szczerzył się do mnie machając
kartką.
-Znalazłem.
-To teraz powiedz gdzie jedziemy.
-A! Tak, tak. Już mówie.- zaczoł czytać to co jest na
kartce- Wycieczka bla, bla, bla, wyjazd o godzinie 9.00, jedziemy do Yukushimy
na 7 dni. I właściwie to nic ciekawego tu nie ma oprucz tego że mamy wziąść
niewielkie bagrze bo coś tam, coś tam.
-Eh... Ok. Dzięki że przkopałeś ten bajzel w poszukiwaniu
tej kartki.- uśmiechnołem się krzywo- Ja już chyba pujde.
-Nie zostaniesz jeszcze?
-Ty lepiej zajmij się sprzątaniem i pakowaniem, zanjąc
ciebie będzie to troche trwało a wyjazd już w piątek. Zresztą trzeba jeszcze
zrobić lekcje na jutro, nie?- przytaknoł ruchem głowy- No właśnie, więc. Pa. –pomachałem
mu i wyszedłem z jego domu. Poszedłem na przystanek. Od niego do mojego domu
jedzie się 30 minut, troche długo. Na przystanku była tylko jedna osoba. Wysoki
mężczyzna. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnoł się, wyglądał tak jakby czekał tu na
mnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz